Coś jeszcze z podróży... #1: uśmiech

sobota, 9 kwietnia 2016
data:post.title
Po co podróżujemy? W pierwszej kolejności gna nas odwieczna ciekawość gatunku ludzkiego, chęć poznania innych państw, kultur i ludzi. Innym razem możliwość nauki "żywego" języka albo po prostu poszerzanie horyzontów, bo fajnie wiedzieć jak to jest po drugiej stronie gór i oceanów. Wszystko chcemy poczuć na własnej skórze i nawet jeśli czasami się sparzymy, to przynajmniej nauczymy się przydatnych umiejętności, bo przecież... podróże kształcą!

Ale czy jest to tylko kształcenie z zakresu szukania tanich noclegów, radzenia sobie w trudnych warunkach, czy orientacji w nowym środowisku?


Może oprócz plastikowej figurki słonia indyjskiego i pięciu par chińskich trampek warto przywieźć z podróży coś jeszcze...


Uśmiech. To taki mały promień słońca, który nic nie kosztuje, a może poprawić humor, zmniejszyć dystans, zastąpić brak języka. Za granicą przychodzi dużo łatwiej, bo naturalny jest fakt, że pani w sklepie się uśmiecha albo kierowca autobusu lub jakaś osoba na przystanku. Uśmiechają się, choć nie znają, choć pochodzą z innego kraju i kultury, mówią innym językiem. Też mają swoje problemy, turysta jest dla nich rutyną, a jednak stać ich na uśmiech. Bezinteresowny, szczery, przyjazny. A jeśli uśmiechają się oni, to uśmiecham się także ja i już nowe miejsce wydaje się mniej obce niż minutę temu. 


Co zatem powoduje, że wracam do Polski- znanej, kochanej, mojej i dystans wraca? 

Już nie ma przyjacielskich uśmiechów, pozdrowień na ulicy. A jak ktoś się wyłamie i uśmiechnie, to na twarzach innych pojawia się zdziwienie i myśl: "kpi sobie ze mnie, przecież się nie znamy"... To po drugiej stronie Ziemi nie trzeba było być przyjacielem, żeby się uśmiechnąć, a w Polsce to już przydałby się kwitek z urzędu z pozwoleniem... Może to za mało dni słonecznych tak wpływa na Polaków, ale spójrzmy prawdzie w oczy... przyczyna tkwi w naszej mentalności. 

"Polacy są tacy i już." NIE, bo po pierwsze nie wszyscy, a po drugie to czy się uśmiechnę na ulicy czy nie, zależy tylko ode mnie. Nie wiem skąd bierze się u nas krytycyzm, sztywność i brak otwartości na innych ludzi, ale wiem, że powinniśmy to zmieniać. 

A podróże to najprzyjemniejszy kurs spontanicznych uśmiechów. Bo nie trzeba mieć wypchanego portfela, żeby mieć uśmiech na twarzy. A od ludzi z odległych krajów, możemy nauczyć się więcej niż jak się mówi ich językiem lub przyrządza regionalne dania. 

Dlaczego Uzbek nie potrzebuje powodu do uśmiechu, a my go wymagamy? On ma tylko skromny domek w środku pustego stepu i kilka koni, które codziennie wypasa, żeby móc wykarmić rodzinę. Nie ma za to telewizora, trzech garniturów, galerii handlowej czy bankomatu... Ale posiada coś dużo cenniejszego: szczery uśmiech i przyjazne spojrzenie.

Dzieciom w Laosie brak kredek i książek, nie wspominając o tablecie czy telefonie, ale potrafią cieszyć się Twoją obecnością, że zechciałeś przyjechać do nich i zobaczyć jak żyją. Machają Ci, chcą się bawić, choć Cię nie znają, widzą pierwszy i ostatni raz w życiu. A ty wracasz do siebie i idziesz ulicą z nadąsaną miną, bo gdzieś na drugiej półkuli było lepiej... 

Warto przywieźć coś jeszcze z podróży, oprócz pięknych wspomnień, karty pamięci wypchanej zdjęciami czy nowych umiejętności. Przywoźmy do Polski uśmiech ludzi mijanych po drodze, radość ich oczu i otwartość na świat, a nasza rzeczywistość także stanie się lepsza, jak tamte, odległe miejsca...

Prześlij komentarz