Podlasie- kraina ludzi, którym żyje się dobrze

czwartek, 21 lipca 2016
data:post.title
Podlasie chciałam zobaczyć i poczuć już od dawna, jednak dopóki nie złapałam w ręce mapy i nie zaczęłam planować trasy,  nie spodziewałam się,  że to region aż tak różnorodny.  Tu mieszają się religie,  kultury, smaki, style... Po prostu światy.  W jednej miejscowości stoi meczet, w innej cerkiew, raz muszę uważać na łosie,a zaraz na żubry. Przepych carskich pałaców miesza się ze skromnością drewnianych chałup. Wpływy polskie przenika domieszka orientalizmu. Jaką więc nadać nazwę postowi, który ma być wstępem, wprowadzić czytelników do tematu Podlasia? Kraina czego, a może kogo? Bocianów, ziemniaczanych babek, malowanych okiennic?

Wybrałam ludzi, bo w każdej podróży lokalni mieszkańcy są chyba najważniejsi.  To oni wskazywali mi drogę, opowiadali o miejscach, w których żyją, tworzyli  w mojej głowie obraz Podlasia sprzed kilkudziesięciu lat i nieraz mnie zaskoczyli...

Na Podlasiu są szutrowe drogi, stare znaki, które już niejedno widziały i drewniane domy, stojące wśród malw. Pewnych miejscowości nie ma na mapie,  internet nie zawsze pomaga, więc spotkania z ludźmi są nieuniknione. Gubimy się kilka razy dziennie, pytamy o drogę,  potem znowu gubimy. Przy okazji słyszymy historie o dawnych czasach wsi, o zwierzętach, które podchodzą pod ogrodzenia, o przesunięciu granicy,o życiu pod nadzorem konserwatora.


W końcu pada pytanie:

- A jak się Pani tu żyje?

- Dobrze- pada pewnie i pogodnie, bez namysłu,  wcześniejszego narzekania, a dopiero po chwili- tu jest cisza i spokój,  nie umiałabym mieszkać gdzieś indziej.



Taką odpowiedź słyszę co najmniej kilka razy. Czuję, jakbym znalazła się w innym świecie.  Gdzie są nasi rodacy, którzy wiecznie skarżą się na swój zły los, choć mieszkają w ciepłym mieszkanku w bloku, a w garażu stoją dwa auta? Tutejsi ludzie nie mają centralnego ogrzewania ani marketu za oknem. Jednak mówią,  że żyje im się dobrze, tak po prostu. A może właśnie tego potrzeba do szczęścia?- myślę sobie jadąc do kolejnej miejscowości- ciszy i spokoju,  szumu drzew i odgłosów puszczy o poranku,  zapachu ziół i pyłu szutrowych dróg? Nasz zabiegany świat nam to zabiera, a wystarczy tylko przyjechać na Podlasie i to sobie przypomnieć. 

To teraz kilka pytań o samo Podlasie. Mam nadzieję, że odpowiedzi stworzą wiarygodny obraz tamtych terenów.

Jak się podróżuje na Podlasiu?

Drogi są w różnym stanie, jedne lepsze, inne gorsze- jak wszędzie.  Jednak na tutejszych drogach panuje dużo mniejszy ruch,  stacje benzynowe znajdują się tylko w bardziej uczęszczanych przez turystów miejscowościach, więc lepiej zaopatrzyć się w zapas paliwa. Na poboczach praktycznie nie ma zajazdów ani leśnych parkingów, co z jednej strony nieco utrudnia daleką podróż, a z drugiej prowokuje do spotkania z naturą oko w oko. Podlaskie autobusy też pamiętają niejedną wiosnę,  nawet te kursujące na długich trasach. A im bliżej granicy, tym zagęszczenie szutrowych dróg większe, wsie bardziej wyludnione, oznakowanie słabsze. Jednak z pomocą miejscowych wszędzie można dojechać,  najwyżej się nadłoży drogi albo przejedzie środkiem puszczy. A do tego poczuje się wiatr we włosach, odkryje dodatkowy zakątek, pozbiera leśnych jagód przy drodze lub dostanie się bukiet białych hortensji... Same przyjemności i korzyści z tymi "gorszymi" drogami :).




Jak wygląda podlaska wioska?

No jak to jak?- zapytacie- jak każda inna miejscowość w Polsce. Rzeczywiście pewnie by taka była, gdyby nie przyjazd do Rzeczpospolitej królowej Bony, która nie tylko przywiozła włoszczyznę, ale także w specyficzny sposób podzieliła grunty wiejskie. Po reformie podlaskie działki osiągnęły długość nawet 1 km, ale szerokość zaledwie kilkunastu metrów, dlatego domy po dziś dzień stoją szeregiem, szczytem do ulicy. Oprócz tego większość z nich jest drewniana i zabytkowa, dlatego wszelkie remonty czy renowacje odbywają się pod okiem konserwatora zabytków. Dzięki temu mogę przyjechać na Podlasie i przenieść się w czasie do dziewiętnastowiecznej wsi, podziwiać malowane okiennice, zachwycając się "żywymi skansenami". Jednak w tym "skansenach" mieszkają ludzie współcześni, którzy chcą wymienić okna, coś przebudować lub dobudować. Nie mogą, ponieważ ich własność stanowi zabytek, pośrednią własność narodu, spuściznę kulturową podlaskiej ziemi. Każdy kij ma dwa końce. Ja wyjechałam z pełną kartą zdjęć i pięknymi widokami, oni zostali z zabytkowymi oknami i możliwością pomalowania okiennic... na inny kolor.




Co w podlaskiej trawie piszczy?

- A gdzie tu proszę Pana są żubry?
- Wszędzie proszę Pana...

Niestety ja nie miałam tyle szczęścia i choć wypatrywałam żubra na prawo i lewo, to na wolności go nie zobaczyłam :(. Widziałam za to łosia, dzikie gęsi, żurawie, sarny, jaszczurki, motyle, pełzające po moim kolanie mikroskopijne gąsienice i bociany... całe mnóstwo bocianów. Podlasie to królestwo dzikich i chronionych zwierząt. W końcu trudno się dziwić skoro opuszczając Białowieski Park Narodowy zaraz wjeżdża się na teren Narwiańskiego Parku Narodowego, następnie Biebrzańskiego, a im dalej na północ tym ochrony przyrody wcale nie ubywa, gdyż znajduje się tam Puszcza Augustowska czy Wigierski Park Narodowy. Sami widzicie- sto procent natury w naturze i chyba o to chodzi podczas pobytu na tych terenach. Tak więc szanujmy podlaską przyrodę i cieszmy się jej urokami jak najdłużej!

Wracając do bocianów... Spryciarze wiedzą co dobre i piękne, bo zlatują na Podlasie na potęgę. Nigdy nie widziałam ich tyle, ile tutaj. Jako ciekawostkę mogę dodać, że tylko na Podlasiu znajduje się jedyna w Polsce Europejska Wieś Bociania (co to jest i o co biega w kolejnym poście).






Czym pachnie w podlaskiej kuchni?

Jak na bogactwo wszelakich kultur, smaków i zapachów też nie brakuje. Wschodnie tereny cechuje bardziej surowy klimat, toteż kuchnia jest dość tłusta i ciężka. Do tego przenikają się w niej naleciałości tradycji pruskich, tatarskich, białoruskich czy litewskich, co powoduje, że poznając kuchnię Podlasia i Suwalszczyzny zgłębiamy także tajniki innych kultur kulinarnych. Takie pyszne wszystko w jednym. 

Najbardziej popularnym produktem jest uwielbiany przez Polaków produkt, czyli... ziemniak. To z niego w podlaskich kuchniach przyrządzane są babki (na zdjęciu poniżej) i kiszki ziemniaczane oraz kołduny, czyli pyzy (kartacze) z mięsem. W Białymstoku popularny jest śledź, natomiast w wioskach tatarskich można popróbować dań kuchni tatarskiej, np. pierekaczewnika, kryszonki czy pilawu. Bliskość lasów sprawia, że dania mięsne często bazują na dziczyźnie. 

Po obfitym obiedzie możecie posmakować sękaczy czy mrowisk, chociaż przyznam szczerze, że ciasta te dużo częściej spotykałam na Mazurach niż Podlasiu.


W co się wierzy na Podlasiu?


Podlasie to... prawdziwa mieszanka wyznań. Najlepiej widać to w miejscowości Kruszyniany, w której zatrzymam się jeszcze na dłużej. Jak określił to rodowity Tatar, opiekun tamtejszego meczetu i mizaru- Pan Dżemil Gembicki, wszyscy mieszkańcy, a są wśród nich muzułmanie, katolicy i prawosławni, żyją w zgodzie oraz wzajemnej przyjaźni. Ich jedynym zmartwieniem wynikającym z różnicy w wyznawanej wierze jest to, że... nie mają kiedy pracować. Bo kiedy sąsiad innego wyznania ma święta to przecież należy to uszanować i pracować nie wypada. Tak więc jedne święta się kończą, inne zaczynają, a pracować... praca nie zając, nie ucieknie...

Na Podlasiu najczęściej praktykuje się prawosławie, następnie katolicyzm, natomiast wyznawcy islamu- lokalni Tatarzy stanowią mniejszość etniczną. Jednak są też miejsca, które przypominają o jeszcze jednej wierze- judaizmie. Przed II wojną światową żydzi licznie zamieszkiwali tamte tereny, najbardziej znaną miejscowością jest Tykocin, jednak holokaust prawie całkowicie pozbawił Podlasie tamtej ludności. Pozostały nieliczne synagogi lub zapomniane cmentarze z niewidocznymi już napisami, jak ten w Krynkach (zdjęcie poniżej)...




Podlasie jest zróżnicowane pod każdym możliwym względem, czasami nieoczywiste i nieprzewidywalne. Oprócz tego ciche, piękne, skromne. Pachnie domową kuchnią, zachwyca prostotą, zadziwia przepychem. Jest ostoją przyrody nieskażonej spalinami, fabrycznymi dymami. Warte odwiedzenia i poznania, ale ostrożnie- spotkałam wielu ludzi, którzy pojechawszy raz na ten polski koniec świata, wracają regularnie...

Ciąg dalszy nastąpi...



Prześlij komentarz