Podróż- odkryj prawdę, cz.II: Bądź świadomym turystą

piątek, 31 marca 2017
data:post.title
Turystyka to trudna kwestia. Krążą wokół niej stereotypy o kolorowych parasolkach i białych skarpetkach w sandałach... Utarło się nawet przekonanie, że podróżnicy nie lubią turystów, uważając ich za wygodnickich, turyści zaś postrzegają podróżników za niechlujnych ryzykantów. 

Ale to tylko błahe przepychanki. Obecnie problem jest dużo poważniejszy.


Czy turystyka sama w sobie jest zła? 

Nie mnie to oceniać, ale jedno jest pewne: we współczesnym świecie ważne jest bycie świadomym turystą, aby swoją chęcią poznania świata, nie pozbawić tego świata godności, a siebie samego szacunku do spotykanych ludzi.

To, w jaki sposób podróżujemy, jest sprawą osobistą, dlatego w tym wpisie nie pojawi się żadna subiektywna ocena odnośnie podróżowania z przewodnikiem i grupą zorganizowaną czy też wyjazdów na własną rękę. Obu tych "sposobów" doświadczyłam. Jednak to, iż obecnie niechętnie zamieniam niezależność na wycieczki grupowe, nie oznacza, że bycie turystą uniemożliwia prawdziwe poznanie świata. Każdy z nas ma własne upodobania, ale także możliwości. Liczy się chęć podróżowania!

Jednak często bywa, że zapominamy o szacunku do ludzi i odwiedzanych miejsc, w których jesteśmy jedynie gośćmi. Co więcej, narzekamy na panujące tam zwyczaje, a te nierzadko zostają nabyte z naszym udziałem.


Mężczyzna "One dolar" i kobieta- żyrafa


Każdy, kto odwiedził Afrykę, Amerykę Południową czy Azję, na pewno doświadczył zjawiska wyłudzania pieniędzy i miał do czynienia z naganiaczami. 

"Chodzą za tobą w kółko, wołając: One dolar, one dolar"

Takie opinie słyszałam o Egipcie, taką opinię poniekąd stamtąd przywiozłam. Wciskanie podrobionych pamiątek i nagabywanie turystów to tam chleb powszedni, czasami męczący, niepozwalający odbyć zwykłego spaceru. 

Skąd to się bierze, dlaczego naganiacze widzą nas jako wypchany pieniędzmi portfel?

Może warto zrobić krok wstecz i zapytać: Jak my postrzegamy tych ludzi, jadąc do ich kraju?


Czy w przypadku kiedy mieliby możliwość "normalnej" pracy na etacie w korporacji albo we własnym gospodarstwie, nadal pozostaliby naganiaczami?

Beduinki czy kobiety afrykańskich plemion (np. Himba) żyją tylko z opłat pozostawianych przez fotografów i turystów za zrobienie im serii zdjęć. Mieszkają w środku pustyni, na której deszcz nie padał od kilkunastu lat, pozyskują wodę z zanieczyszczonych źródeł, przeznaczając ją tylko do picia, bo do mycia już jej nie wystarcza. Żyją bez prądu i łazienki, wiedząc, że my nie musimy się martwić o żywność, gorący prysznic i stabilny dach nad głową. 

A my jesteśmy źli, bo kiedy wyciągamy aparat, one wyciągają rękę po pieniądze. A kiedy ich nie otrzymują, odwracają się od nas lub zasłaniają ręką twarze. Abyśmy my zdobyli niezwykłe zdjęcia do albumu, one poniekąd sprzedają swój wizerunek. 

Nie bronię zachowań naganiaczy czy "zdjęć za pieniądze". Chcę tylko zwrócić uwagę, że każdy kij ma dwa końce. Ci ludzie, a przynajmniej nie wszyscy z nich, nie wołają o pieniądze, bo tak jest im wygodniej. Czasami nie mają innego wyjścia. Często pozostają odrzuceni przez państwo, nie mając prawa głosu w sprawie zagospodarowania należących do nich ziem. W Afryce już poszukuje się potencjalnych miejsc na odwierty do czerpania ropy naftowej. Nikt nie przejmuje się losem afrykańskich plemion, koniecznością zniszczenia ich wiosek, kultury i obyczajów, zmuszenia do życia w cywilizowanym świecie. Jasne, świadomość, że każde zdjęcie rdzennych mieszkańców Afryki zostało zrobione za pieniądze, a spotkaniu z członkami plemienia nie towarzyszyły żadne głębsze emocje, pozostawia mieszane wrażenie i pytanie, czy poznanie ich kultury w naturalny i bezinteresowny sposób jest w ogóle możliwe. Czy wszystko stało się już tylko komercyjnym procederem, a plemienne tradycje jedynie sposobem na przetrwanie?

Przenieśmy się na chwilę do Azji. W Tajlandii ogromną popularnością cieszą się wioski długoszyich Karenów. Kobiety z kilkunastoma obręczami na szyi są dla turystów nie lada atrakcją, spotkaniem z prawdziwą egzotyką. Niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że to co, widzą jest jednak bardzo dalekie od prawdy. Stroje są mieszanką elementów pochodzących z różnych plemion, skompletowanych tylko w celach estetycznych. Kobiety nie noszą swoich obręczy cały czas. Zakładają je przede wszystkim na przyjazd grup z Europy. 

Co więcej lud Karenów wcale nie pochodzi z Tajlandii, ale Mjanmy. Ci ludzie uciekli w własnego kraju przed reżimem rządu do Tajlandii, w której zostali zmuszeni do mieszkania w sztucznie utworzonych, turystycznych wioskach. Są pozbawieni praw, statutu uchodźcy i możliwości przemieszczania się. Jeśli sprzeciwią się takiej polityce są deportowani lub umieszczani w obozach dla uchodźców, gdzie panują znacznie gorsze warunki. 

Wynika z tego, że z jednej strony turyści pozbawiają ich wolności i własnej tożsamości, ale z drugiej zapewniają stabilny byt, chroniąc przed powrotem do Mjanmy. 

pixabay.com

Marnotrawstwo w hotelach "All Inclusive"


Nie ma nic złego w spędzaniu urlopu w hotelach "All Inclusive". Wręcz przeciwnie, basen, leżaki na plaży, przestronne pokoje i jedzenie bez ograniczeń, brzmią wręcz idyllicznie. Każdy od czasu do czasu zasługuje na błogie "nicnierobienie" . 

Kiedy po kilku godzinach pływania w basenie, znajdziemy się w pełnej zapachów hotelowej restauracji, jako pierwsze jedzą nasze oczy. Nakładamy więc na talerz kopiastą porcję przeróżnych smakołyków, z czego jesteśmy w stanie zjeść jedynie połowę. Druga połowa ląduje w koszu...

Płacimy, więc jemy ile chcemy, ale marnujmy jak najmniej. Często za płotem naszego hotelu mieszkają ludzie, którzy głodują. Ta sama kwestia tyczy się wody i prądu. Dlatego warto postępować odpowiedzialnie, nawet na urlopie "All Inclusive".


Wycieczki "biedoznawcze"


Fakt, iż obecnie atrakcje takie jak Machu Picchu, Tadż Mahal czy Uluru zostały prawie już całkowicie zadeptane i rozpaczliwie starają się ocalić swój pierwotny klimat, jest dla większości z nas znany. 

Nikt tego nie popiera, jednocześnie marząc o zrobieniu sobie fotki na tle azjatyckiej świątyni czy gejzeru w Yellow Stone... Takie są już prawa turystyki.

Ale czy te same prawa pozwalają na naruszanie ludzkiej godności i robienie atrakcji turystycznej z ludzkiego ubóstwa? 

Czyżby tak bardzo znudziło nas "tradycyjne" zwiedzanie, znane z internetowych obrazków i folderów biur podróży, że teraz musimy zaspokoić swój niedosyt oglądaniem skrajnej biedy niewinnych ludzi?

Jak czuje się człowiek segregujący śmieci w celu znalezienia resztek posiłku, śpiący w szałasie z dykty, pozbawiony wszelkich możliwości rozwoju, który nagle staje się obiektem fotograficznym bogatego turysty z Europy?

Do głównych atrakcji takich wycieczek należy spacer ulicami slumsów, fotografowanie mieszkających tam ludzi, a nawet jedzenie w ich towarzystwie posiłków. Szkoda tylko, że z takich wizyt pozostają tylko "świetne" zdjęcia brudnych dzieci wyjadających resztki ze śmietników i rozpadających się szałasów , na których suszy się pranie...

Tak zwane "slums tour" są spotykane w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Największe skupiska slumsów znajdują się w Indiach, Brazylii i Nairobi. Mieszkają w nich miliony ludzi, którzy starają się w tych skrajnie trudnych warunkach stworzyć namiastkę normalności. W ich pobliżu powstają specjalne agencje turystyczne oferujące wycieczki z przewodnikami dla zachodnich turystów, chcących tą szokującą dla nich normalność zobaczyć. 


pixabay.com

Brak zaufania bierze się z patrzenia " z góry" 



My turyści, oni naganiacze. Koniec. Podział zrobiony, pozamiatane. My będziemy się odganiać, odwracać wzrok i powtarzać coraz bardziej nerwowe: "No, thank you!", a oni będą za nami chodzić, wołać "One dolar" i zakłócać spokój podczas urlopu.

"Bo oni są biedni, brudni, prymitywni. Bo mają zwierzęcy wzrok, podejrzane zachowania, nie można im ufać.
Ale posiadają w swoim kraju szerokie plaże, turkusową wodę z kolorowymi rybkami, pyszne owoce i starożytne atrakcje turystyczne. Dlatego trzeba jakoś znieść tych ich dziwne zachowania i spędzić u nich niezapomniany, pełen przyjemności urlop."

Niestety tak często wyglądają opinie turystów po powrocie, np. z Karaibów. 

Czy za niszczenie im naturalnego środowiska, wycinkę lasów deszczowych pod budowę dróg, hoteli czy w celach produkcji oleju palmowego, który potem znajdzie się w naszych ulubionych batonikach, ci ludzie powinni być nam wdzięczni?

Czy wypoczywając w egzotycznym kraju, szanujemy jego mieszkańców, ich odmienną kulturę i mentalność? Jeśli przeszkadza nam inność, może lepiej pozostać nad rodzimym Bałtykiem?


Są także ludzie, którzy co prawda nie śpią w czterogwiazdkowych hotelach, ale obcują z miejscową ludnością. Rozmawiają z nimi, podróżują w ich towarzystwie, jedzą ich lokalne potrawy, uczą się języka, obcują. Najczęściej chwalą ich chęć bezinteresownej pomocy, życzliwość i troskę. Zarówno ci turyści, jak i miejscowi, zdają sobie sprawę z panującej polityki, obecnej przestępczości, zagrożeń, niebezpieczeństw. Pomimo tego ufają sobie nawzajem, są otwarci, nastawieni przyjacielsko.

Czy dziecko nieposiadające lizaka, nie patrzy się z zazdrością i wrogością na rówieśnika zajadającego paczkę najlepszych żelków?

Czy to, które posiada droższą od innych zabawkę, nie czuje poczucia wyższości i dumy?

Takie sytuacje są naturalne, podobnie jak ta, kiedy te same dzieci zaczynają się wspólnie bawić w piaskownicy czy grać w piłkę. 

Naszym wspólnym boiskiem jest Ziemia. Zacznijmy grać do wspólnej bramki i zapomnieć na chwilę o ramach, w których przyszło nam się wychować.

Wnętrze hotelu w Egipcie...

I to, co poza nim...



Turysta wyzyskiwany



Ten post nie ma celu urażenia kogokolwiek. Nie zawsze turysta jest przecież winien całemu złu, bo równie często on sam pada ofiarą oszustwa i nadużyć. W Azji stawki dla turystów przebijają ceny dla miejscowych o kilkanaście razy. To samo tyczy się z niewymaganymi opłatami za wizy na przejściach granicznych. Często bywa, że nawet policja funkcjonuje niezgodnie z prawem i wtedy turysta może liczyć tylko na siebie.

Są także miejsca, których "biały turysta" jest niemile widziany, rzeczywiście narażony na zagrożenie ze strony miejscowych gangów czy plemion. Opowieści o mordowanych rytualnie turystach nie wzięły się w końcu znikąd. Takie sytuacje się zdarzają i w żaden sposób nie usprawiedliwiają przestępców.

pixabay.com

Jak widzisz możesz być świadomym turystą i jednocześnie paść ofiarą oszustwa. Jednak wpływ masz tylko na to pierwsze, więc poznawaj świat świadomie i odkrywaj prawdę :).


Prześlij komentarz